Main Contents

Test przeniesienia

nrafal @ październik 7, 2009

Kategoria: Co w sieci piszczy...

Blog został przeniesiony. Udało się? Jeśli widzicie ten wpis w RSSach, znaczy, że tak, i blog od teraz znajduje się pod adresem http://blog.nrafal.pl/, zaś pod starym adresem nrafal.pl postawiłem na razie prostą wizytówkę. Z biegiem czasu będę ją komplikował jak sądzę :)

Komentarze (0)

Problogging

nrafal @ wrzesień 28, 2009

Kategoria: Co w sieci piszczy...

Jacek Gadzinowski poprosił o lincz, więc proszę bardzo - moja odpowiedź na tekst o blogach.

Odnoszę wrażenie, że Jacek zapędza się w swojej wizerunkowo-komunikacyjnej piaskownicy. Każdy blog musi mieć strategię? Blogerzy amatorzy odejdą do lamusa? Nie przebiją się blogi niszowe? WTF?

Moim zdaniem blogerzy w ogóle nie mają szans za pomocą bloga przebić się do mainstreamu. Istnieją tylko dwa sposoby na zostanie sławnym blogerem:


Jeśli ktoś pisze sobie notki, siedząc w domu z nadzieją, że go dostrzegą i znajdą to powodzenia. Może być całkiem oryginalny, dość inteligentny, odkrywczy, mieć fajny warsztat, a i tak pewnie media się nimi zainteresują, bo to one w gruncie rzeczy są hermetyczne, nie blogosfera. Blogi dyskutują z innymi blogami oraz starymi mediami, stare media tylko same ze sobą.

Mam wrażenie, że blog dla mało których dziennikarzy to coś ważnego, coś co samo w sobie może zbudować autorytet. Nikt nie traktuje człowieka poważnie, jeśli jest jedynie blogerem. No, chyba, że jest blogerem kontrowersyjnym, wtedy ewentualnie można się nim zainteresować. Ale chyba nie o to chodzi?

Jacek twierdzi, że nie przebiją się blogi niszowe, nie przebiją ogólne, nie mają szans blogi prowadzone przez niewytrwałe mimozy. Czyli jakie mają? Pisane przez kolesi zafiksowanych na punkcie autokreacji, którzy każde zdanie i każdy obrazek we wpisie umieszczają z pełną świadomością wizerunkowych konsekwencji? Czy może po prostu blogi ludzi, którzy zwyczajnie mają coś do powiedzenia?

Na szczęście sieć to ogromny długi ogon. Można tu machnąć ręką na mainstream, pisać o mega niszowych sprawach i zdobyś szacunek swojego małego światka. Czy to w gruncie rzeczy nie jest lepsze i cenniejsze od poklasku tłumu? Tyle razy Jacek mówi o przełomie w komunikacji, o zmianach, nowych mediach, a koniec końców broni typowo hierarchicznego modelu, w którym profesjonalny bloger przemawia do mas. Gdzie tu różnica, poza zmianą z papieru na bity?

Piszę trochę emocjonalnie, bo zaczynając pisać tego bloga myślałem podobnie - trzeba być konsekwentnym, zdobywać komcie, czytelników, lansować się. Dzisiaj już tak nie myślę, uważam, że dużo cenniejsze są zwyczajne, szczere notki, bo takie tylko dają szansę na poznanie autora, a to w końcu najcenniejsze i unikalne w blogowaniu.

Komentarze (1)

Śledzikowe przemyślenia

nrafal @ wrzesień 21, 2009

Kategoria: Co w sieci piszczy...

Nasza Klasa jest takim tematem, na który nie można się nie wypowiedzieć. Widać to po tym wątku na GoldenLine. Ciekawą sprawą jest fakt, że wiele komentatorów bardzo szybko traci zimną krew, jeśli chodzi o n-k. W końcu prawie każdy jest użytkownikiem, każdego zmiany dotyczą i z tej perspektywy wielu do sprawy podchodzi emocjonalnie.

Z różnych opinii wyłania się obraz powszechnego braku akceptacji dla Śledzika. Jeśli chodzi o argumenty, to jest tu już nieco gorzej. Większość uważa, że nazwa jest kiepska, kojarzy się (w zależności od skłonności do imprezowania) od ryby po wódeczkę. Inni psychologicznie uzasadniają, że śledzenie nie kojarzy się z komunikacją. Inni snują spiskowe teorie (n-k nas wyzyskuje, podpisało umowy z celebrytami na śledzenie, zarabia jakoś na śledziu, więc go nie wyłączy itp.). Słowem, praktycznie nikt nie dyskutuje o meritum.

Kilka rzeczy w związku ze startem Śledzika mi się nasunęło.

  • Nasza Klasa nie wyciągnęła wniosku ze startu prezentów. Wtedy też mieliśmy do czynienia z buntem, jednak wtedy wszyscy sobie go zracjonalizowali naturalnym oporem przed zmianami. Może jednak można było zrobić więcej, żeby lepiej przygotować użytkowników do przyjęcia nowej funkcji?
  • Nie bardzo rozumiem, po co śledzik powstaje jako osobny produkt? Dlaczego nie zdecydowano się na włączenie funkcjonalności statusów po prostu w news feed naszej klasy? Nie wiem, czy Nasza klasa jest serwisem, który musi przyciągać dalej nowych użytkowników, wydaje mi się, że poza gronem haterów już prawie wszyscy tam są. Z drugiej strony - Facebook uruchamia wersję Lite, która jest trochę takim Śledzikiem, bo bez powiadomień z aplikacji, sama aktywność użytkowników. Więc może to jest kierunek?
  • W sytuacji, gdy większość znajomych jest raczej bierna na Naszej Klasie nie ma problemu z posiadaniem kilkuset znajomych, nawet dalszych. Jednak, gdy do tych luźnych znajomych mamy wysłać jakąś informację o swoim życiu - włącza się jakaś blokada (przynajmniej we mnie). Na Śledziu nie piszę o tym, o czym na Blipie, ani nawet o tym, o czym na Facebooku, bo nie czuję się tam intymnie. Facebook to dla mnie rozmowa ze znajomymi w knajpie. Śledzik to stanie na balkonie i krzyczenie do całego osiedla.
  • Oczywiście rozwiązaniem jest rozsądne dodawanie znajomych, ale teraz to już musztarda po obiedzie. Do tego dochodzi jeszcze powiadamianie o usuwaniu ze śledzonych, które uważam za kiepski pomysł.

Wydaje mi się, że specyfika Naszej Klasy niekoniecznie skazuje Śledzika na sukces. Na razie jesteśmy w fazie buntu, która powoli się kończy. Pytanie, czy wejdziemy do fazy użycia funkcji, czy raczej będziemy mieli do czynienia ze Śniętym Śledzikiem?

Komentarze (3)

[SDJ 03/09] Facebook!

nrafal @ marzec 15, 2009

Kategoria: Sponsorowane

Za to, że zgodziłem się na recenzowanie jednego artykułu z każdego numeru SDJ firma Software-Wydawnictwo Sp. z o. o. ufundowała mi prenumeratę tego pisma. Nie mniej notka wyraża moje opinie na temat artykułu i nikt nie narzuca mi pisania pozytywnych czy negatywnych recenzji. Ot, co mi w duszy gra. A pożenił nas Blogvertising.pl

Facebook to serwis, którego nikomu z czytelników przedstawiać nie muszę. Najpopularniejszy serwis społecznościowy jest równie ciekawy dla użytkowników, jak i developerów, w przeciwieństwie do Naszej-Klasy, która choć cieszy się dużą popularnością, to technicznie żadnych rewolucji nie wprowadza. Facebook za to był prekursorem Newsfeeda w social serwisach (ten paseczek z ostatnimi aktywnościami), a przede wszystkim bardzo kreatywnie rozwiązał problem ograniczonych funkcjonalności społecznościówek - stworzył otwarte API oraz platformę, w ramach której zewnętrzni developerzy mogą tworzyć aplikacje dostępne wewnątrz serwisu.

Ruch genialny, który sprawił, że teraz na Facebooku można robić dosłownie wszystko - wysyłać znajomym prezenty, grać we wspólne gry, rozwiązywać quizy, a ich wyniki porównywać ze znajomymi… Wszystko to bez ponoszenia przez Zuckenberga i jego teamu żadnych kosztów, ponieważ aplikacje robią zewnętrzni developerzy.

Tak naprawdę, każdy kto ma pomysł i niewielkie nawet umiejętności może zawojować Facebooka swoim rozszerzeniem. Wystarczy znajomość PHP i krótkie zagłębienie w API. Taką możliwość daje artykuł z najnowszego SDJ. Autor opisuje jak ugryźć temat, posługując się przykładową aplikacją integrującą nasze konto z Facebooka z kontem Allegro. Przy okazji można liznąć trochę Allegrowego API, które daje spore możliwości - na jego podstawie działa wiele serwisów ułatwiających prowadzenie aukcji.

Artykuł na poziomie trudności średniozaawansowanym, głównie z powodu koniecznej znajomości PHP, HTML i CSS. Znając te technologie, można przystąpić do pierwszych prób na stronie dla programistów Facebooka. Zainteresowanych tematem zachęcam do sięgnięcia po marcowy SDJ.

Dlaczego warto? Przede wszystkim, ze względów marketingowych. Platforma Facebooka daje nam dostęp do milionów użytkowników, którzy potencjalnie mogą zostać naszymi klientami. Jak bardzo trzeba się postarać, żeby ten sam efekt uzyskać dla aplikacji “standalone”? Wystarczy dobry pomysł i trochę promocji w kręgu własnych znajomych, żeby skorzystać z dobrodziejstw naturalnej sieci marketingu szeptanego. Pamiętać tylko należy o kilku zasadach: promocja musi być odpowiednio szeroko zakrojona, żeby wykorzystać efekt kuli śniegowej, oraz aplikacja musi być bardzo “social”: użytkownicy muszą mieć frajdę z jej używania i jakiś motywator, który skłoni ich do wysłania dalszych zaproszeń. Ale pomysłów zapewne nikomu nie brakuje… ;-)

Komentarze (0)

[SDJ 02/09] Mobile, mobile, mobile

nrafal @ luty 12, 2009

Kategoria: Sponsorowane

Za to, że zgodziłem się na recenzowanie jednego artykułu z każdego numeru SDJ firma Software-Wydawnictwo Sp. z o. o. ufundowała mi prenumeratę tego pisma. Nie mniej notka wyraża moje opinie na temat artykułu i nikt nie narzuca mi pisania pozytywnych czy negatywnych recenzji. Ot, co mi w duszy gra. A pożenił nas Blogvertising.pl

Komórki dzisiaj to już małe komputery. Sam odkąd kupiłem Nokie z Symbianem, korzystam z mobilnego internetu równie często co w domu. W ostatni weekend znowu bardzo mocno przydały się mapy od Google, Opera Mini pozwoliła mi sprawdzać rozkłady autobusów, Nimbuzz pozwolił mi odbierać wiadomości z GG… Ciągle problemem są stosunkowo wysokie opłaty za przesyłane dane, ale to powoli się zmienia (szczególnie za granicą).

A moja Nokia to i tak nic w porównaniu do możliwości, jakie mają iPhone i G1. Dzięki udostępnieniu dobrego API w systemach tych urządzeń, użytkownicy dostają dostęp do naprawdę zaawansowanych aplikacji. W tym numerze SDJ zostało omówionych kilka platform mobilnych.

Najciekawszy dla mnie był artykuł o programowaniu dla Symbiana (z wiadomych względów). Co ciekawe, po kilkuodcinkowym kursie jak programować dla Symbiana w C++, czyli jak tworzyć natywne aplikacje, tym razem pojawiło się omówienie Pythona! Python wkracza wszędzie, do sieci, a także jak widać do komórek. Przyznam, że tworzenie aplikacji w ten sposób wydaje się dużo, dużo mniej skomplikowane niż tworzenie natywnych programów. Poprzedni kurs (który czytałem dopiero od 2 części) był dużo bardziej “przerażający”.

Interesujący był też artykuł o technicznych aspektach mobilnego podpisu elektronicznego. Pewna rzecz mnie jednak zastanowiła - autorzy najpierw bardzo zachwalali szeroką dostępność tego rozwiązania, a następnie omawiali wyłącznie Windows Mobile. Todo: sprawdzić, czy podpis działa w innych urządzeniach, ktoś coś o tym wie? Mam nadzieję, że nie powtórzy się sytuacja z ZUS-owskim Płatnikiem, który długi czas miał tylko wersję Windowsową, a otwarty Harnaś musiał odpowiednie informacje wyciągać na drodze sądowej. Podpis w komórce może w końcu ruszyć temat, ale tylko wtedy, jeśli będzie szeroko dostępny.

Komentarze (2)


Feed