Blogosfera umiera?
nrafal @ listopad 22, 2008
Kategoria: Co w sieci piszczy...
Powiem tak. Nie ma to jak dobry flejm. Taki wpis to potrafi zmotywować do pisania. Ha i jak tu posądzić blogosferę o śmierć?
Ponieważ jednak padł zarzut, że Artur nie trzyma poziomu dyskusji, a jego refleksja jest niepogłębiona, to ja trochę pogłębię.
Śmierć blogosfery to temat nośny i o tyle ciekawy, że każdy bloger może w tym temacie dorzucić trzy grosze. Zwłaszcza, że obie strony barykady mają trochę racji.
Prawdą jest, że blogi są coraz częściej komercjalizowane. Prawdą jest, że reklam jest dużo, wpisy na nowych blogach są coraz “gładsze” niczym depesze z PAPu, nie rażą wysokim poziomem przemyśleń i nie kłują ostrym, publicystycznym piórem. Nie są nawet intymne, a dalej nazywają się blogami, co w obecnym kształcie sprowadza się do publikacji treści w odwrotnej kolejności chronologicznej, czy usprawiedliwienia wpadek i stylu niegodnego szanującego się dziennikarza. Tak jest.
Ale jest też tak, że istnieje mnóstwo blogów, które piszą ludzie dla samej frajdy pisania. Którzy nie mają ambicji zwojowania świata swoimi tekstami, którzy bloga nie traktują jako armatniej wyrzutni na szczyty kariery w charakterze “niezależnego konsultanta” lub ewentualnie “błyskotliwego komentatora”. Są tacy ludzie, dla których pisanie kolejnej notki to po prostu frajda.
Więc jak to jest? Degeneruje-li się ta blogosfera, czy nie? Czy to już agonia, czy wręcz rozkwit? Prawda - trywialnie - leży po środku.
Jak bez mała (prawie) każda dyskusja, ta też sprowadza się tak naprawdę do definicji. Czym jest blogosfera? Jak zdefiniować jej śmierć?
Dla mnie blogosfera umrze nie wtedy, kiedy blogerzy przestaną pisać, ale wtedy, kiedy przestaną dyskutować. To jest duża różnica. To jest coś, co odróżnia blogi od serwisów informacyjnych: nie są nastawione na nadawanie, ale również na odbiór. I reagują na głosy czytelników i innych blogerów. Komentują nawzajem swoje posty, czy to w formie tradycyjnej, pod wpisem, czy też u siebie. Jeśli tego zabraknie, to podpiszę się pod aktem zgonu blogosfery.
To teraz sprawdźmy, czy blogerzy jeszcze dyskutują? Cóż, sam fakt, że teraz to piszę wskazuje, że tak jest. Ale może to ostatnie tchnienia? Może czeka nas antywebizacja, czyli budowanie redakcji, szukanie sponsorów i reklamodawców? W pewnym obszarze - tak. Jest to obszar związany z dostarczaniem informacji o nowych technologiach, start-upach. Obszar zagospodarowany przez blogi głównie z braku czegoś lepszego. Trudno się dziwić, że w końcu przekształca się to w regularny serwis informacyjny, tylko może nieco ciekawszy, bo bardziej dopasowany do Internetu niż skopiowane z tradycyjnych mediów portalowe formaty.
Natomiast jest cała rzesza blogów spoza podwórka IT, która daje sobie świetnie radę! Czy wiecie ile jest młodych rodziców prowadzących blogi o swoich dzieciach? Ile blogów kulinarnych? Wiecie, że są szafiarki? Spójrzmy czasem poza czubek własnego tech-nosa. To, że u nas blogosfera się zmienia, nie znaczy, że umiera w ogóle i wszędzie.
Do tego jeszcze jeden apel. Żeby była dyskusja, to muszą być mówiący i słuchający. Nie da się rozmawiać, kiedy wszyscy chcieliby tylko mówić. Dlatego pomyśl dwa razy, zanim założysz kolejnego martwego bloga, na którym będziesz pisał jak mr. Proper, licząc na odnalezienie. Odmitologizujmy blogi. To nie jest trampolina, która wyniesie cię na szczyty. Pisz dla frajdy, dla samej dyskusji. Nie łudź się na prosty skok z blogosfery do kariery - to nie działa w ten sposób. Jeśli te mity upadną, jeśli wrócimy do blogów, na których dyskutujemy o tym, co lubimy - blogosfera techniczna przeżyje. Czego sobie i wam życzę ;)



